Poradnik wakacyjnego Janusza

Wycieczki fakultatywne – gdzie je kupić?

Dlaczego Janusz nie ufa rezydentom i kupuje wycieczki fakultatywne u miejscowych?

Wycieczki fakultatywne, lokalne atrakcje – od rezydenta czy z lokalnego biura podróży? Gdzie kupić żeby było dobrze i tanio?

Jak już wiecie, wbrew stereotypom Janusz i Grażyna nie są ignorantami, i jak już gdzieś lecą setki kilometrów to nie tylko po to by korzystać z dobrodziejstw all inclusive, ale też po to by coś ciekawego zobaczyć i liznąć trochę miejscowej kultury. Zwiedzanie okolicy owszem, ale przecież nie wszystko co ciekawe jest pod nosem, i tu pojawiają się wycieczki fakultatywne.

Razem z nimi pojawia się problem – gdzie te wycieczki fakultatywne kupować, u rezydenta czy u miejscowych? Janusz i Grażyna korzystali już z obu opcji, i dziś w wakacyjnym poradniku Janusza dowiecie się, która i dlaczego jest lepsza.

Zaufanie do rezydentów.

Janusz nie tylko na drodze, ale i w życiu zawsze trzyma się zasady ograniczonego zaufania. A w kwestiach związanych z wakacjami, to już w ogóle! Zatem co do zasady nie ufa rezydentom, i jak się okazuje chyba ma racje. Dlaczego? Ano dlatego, że strasznie nie lubi jak ktoś chce go oszwabić, a na własnej skórze przekonał się, że to specjalność rezydentów.

Ale od początku. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego rezydent tak strasznie namawia Was na zakup wycieczek od siebie wychwalając je pod niebiosa? Proste, bo ma z tego kasę. Ile? Według źródeł Janusza od 3 do 7%. Niby nic, ale przy pełnym autokarze turystów robi się niezła sumka.

Co mówi rezydent i dlaczego Janusz mu nie wierzy?

Rezydent dwoi się i troi opowiadając niestworzone historie o tym, jak piekło Was pochłonie gdy nie kupicie wycieczki od niego, tylko z lokalnego biura podróży. Jego podstawowy argument jest najczęściej taki, że jak jedziecie na wycieczkę kupioną od miejscowych Wasze ubezpieczenie przestanie obowiązywać. Janusz to sprawdził i gwarantuje Wam, że to bzdura! Każdy turysta jest objęty polisą przez cały pobyt za granicą, bez względu na to, czy jest na wycieczce fakultatywnej czy nie.

Kolejną często opowiadaną bajką jest to, że wycieczki na mieście są droższe – tego argumentu nawet nie trzeba zbijać, wystarczy porównać ceny będąc na najbliższej wycieczce.

Aaa no i jeszcze opowieść o tym, że w przypadku wyjazdu na wycieczkę zakupioną u rezydenta hotel zapewni Wam suchy prowiant, jak jedziecie na własną rękę już nie. Kolejny bulszit! W hotelu wszyscy goście mają takie same prawa, więc jeśli zapewnia suchy prowiant, to wszystkim którzy to po prostu zgłoszą, nie tylko wybrańcom, którzy jadą z rezydentem.

Dlaczego wycieczki kupowane na mieście są tańsze?

Z prostego powodu, mniej osób na nich zarabia. Janusz nie lubi gdy ktoś na nim zarabia, a co dopiero kilka osób. Jak sobie sam wydedukował,  w przypadku zakupu wycieczki fakultatywnej musi zarobić, rezydent, jego przełożony, samo biuro podróży, pilot i jeszcze pośrednik. Jest trochę tych gęb do wykarmienia. Koniec końców okazuje się, że wycieczki fakultatywne kupowane od lokalsów są tańsze o jakieś 30-50%.

Jak wybrać lokalne biuro podróży, w którym warto kupić wycieczkę?

Każdy kto był na wyjeździe w jakimkolwiek zagranicznym kurorcie zapewne widział mnóstwo naganiaczy, którzy próbują wcisnąć turystom ulotki z ofertą wycieczek. Ale jak odsiać ziarno od plew? Janusz nie jest spontaniczny, zanim podejmie jakąkolwiek decyzję musi się dokładnie zastanowić i nigdy nie decyduje się na nic od razu, a w szczególności już  na zakup wycieczki fakultatywnej. Zatem jak już Grażyna wyciągnie go na spacer po deptaku, chętnie zbiera wszystkie ulotki, a wieczorem dokładnie studiuje i porównuje przedstawione w nich oferty.

Koniec języka za przewodnika

Grażyna ma za to inny sposób. Jak wiadomo, jest bardzo towarzyska i lubi pogadać, a praktycznie w każdym hotelu można spotkać rodaków. Często część z nich już na jakiś wycieczkach była, niektórzy z lokalnych biur podróży i mogą polecić konkretną wycieczkę lub miejscowego u którego warto ją kupić. I to jeszcze z wielką przyjemnością, bo co jak co, ale na wczasach lubią się wymieniać doświadczeniami. Grażynie zdarzyło się nawet zaczepić rodaków na mieście i podpytać o radę, bo kto dałby jej lepszą niż inni Janusze?

Ale ja nie znam angielskiego!

Janusz też nie. Plusem zakupu wycieczki fakultatywnej u rezydenta jest polskojęczyna obsługa i to nie ulega wątpliwości. W lokalnych biurach jest już trudniej, chociaż czasami zdarza się, że możemy trafić na miejscowego, który lepiej lub gorzej mówi po naszemu. Jeśli taki się nie trafi, to nie oszukujmy się, każdy z nas jakieś podstawy zna i potrafi pokazać paluchem na ulotce o jaką wycieczkę mu chodzi. Reszta, choćby na migi, ale do dogadania.

Przy okazji jednak, Janusz przestrzega przed podpisywaniem umów w języku, którego nie znamy. I jak nie musimy, nie wpłacamy zaliczek. Bo po co? A jak będziemy mieli kaca albo rozboli nas brzuch i nie pojedziemy? W końcu jesteśmy Januszami, każde ojro na wagę złota!

Jeśli macie własne doświadczenia z wycieczkami fakultatywnymi i chcielibyście się nimi z nami podzielić, piszcie w komentarzach. Chętnie poczytamy.

Zapraszamy także do zakładki Janusz poleca, gdzie Janusz prezentuje wyszukane przez siebie wakacyjne hiciory.

Wycieczki fakultatywne – gdzie je kupić?
Ocena: 5 z: 1

6 Comments

    1. admin Author

      Dziękujemy za komentarz. Bardzo nam miło. Zapraszamy częściej. Pozdrawiamy! 🙂
      PS. Ładnie powiedziane, po drugiej stronie łańcucha podróżniczego. 🙂

      Reply
  1. Już dawno nie byłam na wczasach, gdzie wykupuje się wycieczki od rezydentów. Ale za to sama czasem korzystam z lokalnych biur turystycznych na wakacjach. Różnie z nimi bywa. Czasem trafi się super przygotowany wyjazd z anglojęzycznym przewodnikiem (np. trekking w Kalaw – Birma, czy wyjazd na pustynię Merzouga w Maroku); czasem zaś jest po prostu słabo – przewodnicy nie mówią po angielsku (no polskiego nie wymagam ;)), w zasadzie posługują się tylko w swoim ojczystym języku, co jest mocnym utrudnieniem.

    Reply
    1. admin Author

      Akurat my nie spotkaliśmy się z brakiem języka angielskiego (na szczęście), zwykle był tez dostępny rosyjski lub niemiecki. Ale wierzymy, że mocno niepopularny język ojczysty może być sporym utrudnieniem. 🙂

      Reply

Dodaj komentarz