Poradnik wakacyjnego Janusza

Twój pierwszy raz na all inclusive!

Wyjazd za granicę – super sprawa, fajnie by było, co roku się zbierasz, ale kończy się w Łebie… Nie wiesz jak się do tego zabrać i jak to w ogóle wygląda? Czy się nie zgubisz, jak trafisz do hotelu, jak to jest z tym samolotem, kto to jest ten cały rezydent, no i przecież „Aj spik inglisz… trochę…”. Dziś Janusz Cię uspokoi i opowie krok po kroku jak zwykle wygląda pierwszy raz na all inclusive.

Palmy, kolorowe drinki i ciepłe morze… komu się nie marzy? Janusz i Grażyna to starzy wyjadacze, którzy widzieli już pół świata, i możecie im wierzyć, że schemat wyjazdów typu all inclusive z biurem podróży zwykle wygląda tak samo. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego w ogóle warto wybrać tego typu wyjazd zerknijcie do posta: Dlaczego Grażyna wybiera all inclusive?

Zacznijmy jednak od początku, załóżmy, że w sekcji Janusz poleca wypatrzyliście wymarzony wyjazd, pojechaliście do biura podróży, wszystko zapłacone, dokumenty podróży macie w dłoni… i nachodzą Was obawy, że jednak sobie nie poradzicie… jak to wszystko będzie wyglądało?

Pierwszy raz na all inclusive… ale jeszcze lot!

Pojawiacie się na lotnisku, co ważne dwie godziny przed podaną godziną odlotu. Czemu? Takie procedury, wiecie, potencjalni terroryści, te sprawy. Na tablicy odlotów (jest ich pełno na całym lotnisku, tak, zauważycie je) sprawdzacie po numerze lotu do jakiego stanowiska odprawy bagażu musicie się udać. Tam ustawiacie się w kolejce, miła pani sprawdza Wasze dowody i a bagaże znikają na magicznej taśmie. Zostajecie tylko z bagażem podręcznym. Przy okazji miła pani mówi Wam, jaki macie nr gate’u, czyli po naszemu wejścia do samolotu. Zostawiacie miłą panią i w sumie to… idziecie za tłumem… bo wszyscy udają się w kierunku bramek, za którymi macie wspomniane gate’y (i strefę bezcłową z tańszymi alkoholami i wszystkim innym droższym). Po przejściu bramek rutynowa kontrola, Was i waszego bagażu podręcznego. I tu ważna informacja, w bagażu podręcznym nie przewozimy płynów w opakowaniach powyżej 100 ml. Możecie próbować, i tak Wam wyrzucą.

Już za chwileczkę…

Wychodzicie za bramki, i tu zanim zaczniecie buszować po sklepach, Janusz radzi najpierw poszukać swojego gate’u, żeby wiedzieć gdzie biec jakby Wam się w tych sklepach zeszło za długo, bo Janusz gwarantuje, że samolot na Was nie poczeka. Po zakupach (idąc do sklepu bezcłowego pamiętajcie o tym, że będzie Wam potrzebna karta pokładowa – czyli ta mała karteczka, która właśnie trzymacie w ręku) lub po prostu po znalezieniu swojego gate’u siadacie sobie spokojnie na krzesełkach obok i czekacie aż zaczną wpuszczać do samolotu. Ustawia się kolejka, Wy w niej i jesteście w samolocie, fruuu… czyli Wasz pierwszy raz na all inclusive tuż tuż. Boidudkom przypominamy, że samolot to najbezpieczniejszy środek transportu!

No i jesteśmy za granicą…

Lądujemy. Przy okazji Janusz i Grażyna błagają, nie róbcie obciachu i  nie bijcie braw gdy samolot dotknie kołami do ziemi, pilot i tak tego nie usłyszy. To nic, że wszyscy to robią, Wy nie! Wysiadacie z samolotu, i… znów idziecie za tłumem. Nie macie szans, żeby się zgubić, droga przez lotnisko może być kręta, ale dobrze oznakowana, więc śmiało. Zatrzymujecie się tam gdzie wszyscy, przy drugim końcu magicznej taśmy, która porwała Wasze walizki. Czekacie, aż pojawią się na taśmie, zabieracie i tu znów, za tłumem, albo po prostu zmierzacie do jedynego możliwego wyjścia.

Rezydent – kto to taki?

Wyszliście. I tu choćbyście nie chcieli, to zauważycie miłego pana (bądź panią), który będzie ubrany w koszulkę z logiem Waszego biura podróży stojącego za biureczkiem z tym samym logiem bądź przynajmniej trzymającego w ręku karteczkę z nazwą biura. On czeka właśnie na Was. Tak, mówi po polsku, to właśnie ten słynny rezydent. Ogólnie płacą mu za to, żeby przez cały wyjazd opiekował się Wami, w praktyce bywa różnie, ale na pewno nie da Wam zginąć. Podchodzicie do niego, on pyta o Wasze nazwiska i hotel do jakiego jedziecie, po czym wskazuje Wam autokar, który dowiezie Was bezpośrednio do hotelu. W zależności od tego w jakiej odległości od lotniska znajduje się Wasz hotel, może się okazać, że po drodze będziecie wysadzać turystów jeszcze do 10 innych hoteli, więc musicie uzbroić się w cierpliwość… albo w pół litra, jak to robi Janusz.

I pierwszy raz na all inclusive staje się faktem…

Autokar dojechał. Wysiadacie, zabieracie walizy i udajecie się… nie do baru, a do recepcji, bo przecież najpierw wypadałoby chociaż te toboły zostawić w pokoju. W recepcji odbieracie klucz do pokoju, nie musicie się przy tym zbytnio produkować po angielsku wystarczy zwykłe gudmorning, podajecie dowody lub paszporty, zabieracie kluczyk i tenk ju baj. Na kluczyku macie wypisany numer pokoju, więc tu też nie będzie problemu. No i koniec. Teraz możecie iść do baru, bo chyba potraficie powiedzieć łan bir plis? I z tym piwkiem na leżaczek, Wasz pierwszy raz na all inclusive właśnie się zaczął!

Jakieś pytania? Jeśli o coś jeszcze chcielibyście dopytać Janusz służy radą! A może sami chcecie mu opowiedzieć jak wyglądał Wasz pierwszy raz na all inclusive? Grażyna już nadstawia ucho!

Zachęcamy także do dołączenia do naszego fanpage’a na facebooku, aby być na bieżąco z naszymi postami.

Zapraszamy również do zakładki Janusz poleca, gdzie Janusz prezentuje wyszukane przez siebie wakacyjne hiciory.

Twój pierwszy raz na all inclusive!
Ocena: 5 z: 4

2 Comments

Dodaj komentarz