Poradnik wakacyjnego Janusza

All inclusive – warto czy nie warto na niego jeździć?

Dzisiaj przeanalizujemy temat all inclusive – warto czy nie warto na niego jeździć?

Dlaczego Grażyna jest dumna z tego, że jeździ na all inclusive?

Na przestrzeni ostatnich kliku lat, Grażyna i Janusz coraz częściej spotykają się z opiniami znajomych, którzy twierdzą, że wyjazdy typu all inclusive to obciach, bo sprowadzają się tylko to siedzenia przy basenie i popijania piwka, z przerwami na spanie i jedzenie. Dodatkowo, tłumnie zebrani przy basenowym barze Polacy robią przysłowiową trzodę, a z całego wyjazdu najbardziej pamiętają drogę z basenu do baru. Jednak czy to prawda? Zdaniem Grażyny, nie do końca.

Dlaczego Janusz i Grażyna wolą wybrać wycieczkę organizowaną przez biuro podróży z opcją all inclusive, zamiast szukać oddzielnie hotelu, lotów, transferu z lotniska i całej reszty?

Po pierwsze wakacje według nich oznaczają zasłużony odpoczynek.

Żeby pozwolić sobie na wczasy, ciężko harują przez cały rok. Muszą być cały czas zorganizowani i poukładani. Jadąc na wakacje nie chcą już ciągle myśleć o organizacji, martwić się tym, żeby nie spóźnić się na autobus, błądzić po mieście w poszukiwaniu postoju taksówek czy właściwego adresu hotelu, wcześniej stojąc pod Mc Donaldem podłączeni do bezpłatnego wi-fi. Grażynie nie chce się gotować i zmywać, a Januszowi ścielić łóżka i studiować mapy. Oboje chcą wstać i mieć podane wszystko pod nos, a największym wakacyjnym zmartwieniem Grażyny ma być wybór pomiędzy Tequillą Sunrise a Pina Coladą!

Po drugie czy wakacje all inclusive oznaczają, że są uwiązani do hotelu i nie zobaczą nawet drogi prowadzącej z hotelu do najbliższego miasta?

A no nie, przecież nie są idiotami, przed wyjazdem sprawdzili w Internecie, co chcieliby zobaczyć w okolicy, potem zweryfikowali to z tym co poopowiadał im rezydent i jak tylko mają ochotę ruszają zwiedzać. Jeśli chcą udać się dalej, wypożyczają samochód i jazda! Jeśli mają kaprys zjeść regionalny obiad na mieście to coś ich ogranicza? A to, że wcześniej zjedzą sobie w hotelu śniadanko, a po powrocie czeka na nich ciepła kolacyjka, to tak źle? To, że usiądą sobie wieczorem przy barze, wypiją kilka drinów z pogawędzą z innymi Polakami, to też taki grzech? Bo ci, którzy jeżdżą na własną rękę to abstynenci?

Po trzecie wyjaśnimy wreszcie kwestię robienia trzody na wakacjach all inclusive.

Przecież słyniemy z cebulactwa, na każdym wyjeździe drzemy gęby, tańczymy po pijaku i głośno śpiewamy do disco polo. Serio? A mieliście kiedyś w hotelu Anglików? To co robili swego czasu w Krakowie to mało. Klapki, skarpety i obcisłe kąpielówki rodem z lat ’90? Jasne, to specjalność Niemców! Plus rozkazujący ton i zgrywanie panów świata, a jak nie da rady, to przynajmniej hotelu. Więc błagam, nie mówcie, że Polacy to buraki. Mamy sporą konkurencję.

Po czwarte pozostaje jeszcze kwestia ceny, przecież biura podróży to złodzieje! Czy aby na pewno?

Może i tak, ale uwierzcie nam, że w większości wakacyjnych destynacji wyjazd na własną rękę i wyjazd z biurem podróży w opcji all inclusive, to podobny koszt. Nie wierzycie, przejdźcie do sekcji Janusz poleca i zerknijcie na to, jakie oferty wybraliby Janusz i Grażyna. Wystarczy po prostu przekopać się przez sterty marnych ofert i wybrać perełki.

Podsumowując – nie, wyjazd all inclusive to nie obciach i w niczym nas nie ogranicza. Jest idealny dla ludzi zapracowanych, którzy nie mają czasu na to, żeby trzy miesiące wcześniej opracowywać każdy element wyjazdu, chcą wyjechać, oderwać się od rzeczywistości i niczym się nie martwić.

All inclusive – warto czy nie warto na niego jeździć?
Ocena: 5 z: 1

Dodaj komentarz